

... i lokalnie i globalnie
Prawdziwi kibice
Coraz szersza i wyższa jest fala zalewająca Nowy Sącz. Fala entuzjazmu. Chodzi oczywiście o pozytywne wibracje spowodowane tak tęsknie wyczekiwanymi sukcesami kopaczy spod znaku Sandecji. Nie piszę tu tylko o podnieceniu lokalnych mediów, ani o tłumach na ostatnich meczach ligowych. Licznych sympatyków, w porównaniu z prezentującymi podobny poziom sportowy, naszemu klubowi nigdy bowiem nie brakowało. Mam na myśli euforię różnego rodzaju decydentów i wszelakiego szczebla „reprezentantów narodu”, którzy w weekendowym rozkładzie obowiązków umieścili wizytę przy Kilińskiego i dzielenie się swoją radością i dumą ze zwykłymi kibicami. Widoczna obecność i odpowiedni komentarz stają się dyżurnym zachowaniem tych, którzy do niedawna nie potrafili wymienić nazwiska żadnego z piłkarzy oraz nie wiedzieli, którędy wejść na stadion. Rzecz jasna, mamy tu do czynienia ze starą prawdą o zwycięstwie, mającym wielu ojców. Świadczy to również o tym, że sportowy sukces jest bardzo wysoko usytuowany w rankingu oczekiwań wyborców, co sprytnie dostrzegają politycy i działacze.
Uwagi te nie dotyczą oczywiście w jakimkolwiek stopniu prezydenta R.Nowaka, który jest z Sandecją na dobre i złe od wielu lat. Chociażby zasiadając w jej zarządzie w mniej radosnych czasach, forsując inwestycje w obiekty sportowe, czy mając ostatnio znaczący udział w doprowadzeniu do aktualnej prosperity. Ciekawe jednak, jak zachowają się ci Wszyscy Ważni Ludzie za kilka miesięcy, gdy przyjdzie do wykrojenia sporego kawała budżetowego tortu na zawodowy klub i profesjonalnych piłkarzy. Wydatki w pierwszej lidze, zarówno te bieżące, jak i przede wszystkim inwestycyjne, są nieporównywalne z obecnymi. Aktualna euforia pozwala, a niektórym wręcz nakazuje, zapomnieć o ciągłej prowizorce organizacyjnej i finansowej Sandecji. Klub jest nadal w archaicznej strukturze, a korzysta głównie z „miłosierdzia gminy”. A wyśniony, złoty sponsor - ciągle pozostaje w snach tychże. Ale może prężni (bez żadnej złośliwości) włodarze klubu, na spółę z pęczniejącymi z dumy wszelakimi władzami, szykują nam jakąś niespodziankę?
Bo jak nie, to jedynym sposobem na ziszczenie snu o pierwszej lidze, może być uruchomienie w Sandecji sekcji hokejowej. Może to być ta łatwiejsza, trawiasta odmiana, ale wbrew pozorom wcale niełatwo się tu przebić, bo uprawia się ją w ponad 30 miejscach w Polsce. Ponadto sport ten uchodzi za mało męski, pewnie z powodu tych lasek… Dlatego naszych włodarzom bardziej spodoba się pewnie lodowa wersja hokeja. Po pierwsze wystarczy sklecić ekipę i od razu liga… pierwsza! Po drugie, z braku lepszych kandydatów do gry, sami mogliby wykazać się nabytymi latami umiejętnościami. Chodzi głównie o znakomicie opanowaną sztukę ślizgania się oraz przydatną i cenioną w tej brutalnej dyscyplinie umiejętność okładania przeciwnika. Jeżeli nie kijem, czy pięścią, to przynajmniej słowem.
Gdyby zaś brakowało zawodników, to jako nieczynny już weteran lokalnej polityki, mogę wesprzeć ambitną drużynę, np. na bramce. Mam pewne dokonania w tej dziedzinie, które w połączeniu z naturalnym w dojrzałym wieku wzrostem gabarytów, dają dużą nadzieję na skuteczne przesłonięcie przeciwnikom naszej bramki.
A więc? Do boju, Sandecja! Pierwsza liga nasza!
Dodaj komentarz