Do procesu nie doszło, ponieważ właścicielka nie stawiła się przed sądem. Sędzia zastrzegł możliwość wydania wyroku zaocznego na posiedzeniu niejawnym, o czym powiadomi zainteresowane strony pisemnie.
- Tak jak podejrzewaliśmy, druga strona nie pojawiła się, nie podjęła walki – mówi mecenas Justyna Franczyk-Filipek, która z ramienia Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" reprezentuje pokrzywdzone szwaczki. – Zresztą może to i dobrze, bo jakież mają argumenty na to, że tym ludziom nie wypłacają czwarty miesiąc wynagrodzenia. Zapadnie wyrok zaoczny, powódki dostaną go w ciągu tygodnia, może dłużej, w zależności od czasu dostarczenia przesyłek. Potem druga strona może wnieść sprzeciw, jeżeli tego nie zrobi, wówczas wyrok się uprawomocni, jeżeli sprzeciw się pojawi, dojdzie do normalnej rozprawy – wyjaśnia Justyna Franczyk-Filipek. – Poszkodowane kobiety mogą zwrócić się do komornika o egzekucję. Kobiety ponadto wniosły drugi pozew, gdyż nie zgadzają się treścią uzasadnienia. One były dobrymi pracownicami przez 30 lat, a nagle pracodawca zarzuca im nielojalność i niską wydajność. Z tym trudno się zgodzić.
- Pracodawca się nie stawia, my zgłosiłyśmy się do sądu, on nie, czyli chyba uważa, że nas nie ma – mówi Mariola Szczecina, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Andrema Produkcja. – Z walki nie zrezygnujemy. To nam się prawnie należy.
- Jesteśmy po prostu rozczarowane postępowaniem pana Mikuśkiewicza – mówi Krystyna Kluk, zwolniona szwaczka z Andrema Produkcja. – Po tyli latach pracy tak z nami postąpił.
Nawet jeśli pracodawca nie stawi się przed sądem, zapadną wyroki zaoczne. Pozwany pracodawca będzie miał siedem dni na wniesienie sprzeciwu. Jeśli tego nie zrobi wyrok się uprawomocni. Należne szwaczkom wynagrodzenia może wyegzekwować komornik, mogą otrzymać zaliczki z funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych.
Monika Kowalczyk
Dodaj komentarz