Kolejnych kilkanaście znaleziono na listach Komitetu Wyborczego Prawica, który w nowosądeckim okręgu zarejestrował kandydatów do sejmu.
Jak wyjaśnia komisarz wyborczy w Nowym Sączu, sędzia Tadeusz Piesowicz, na listach dostarczonych przez komitet PO numery pesel nie zgadzały się z danymi osób, które miały złożyć podpisy. Jeśli chodzi o listy dostarczone przez komitet Prawica, to na nich pracownicy biura odkryli między innymi nazwisko osoby, która kiedyś pracowała w PKW. Znali jej podpis, który był zupełnie inny od tego na liście. Po sprawdzeniu okazało się, że w sumie 11 osób w ogóle nie wiedziało, że ich dane zostały wykorzystane.
W środę o znalezieniu fałszywych podpisów poinformowano przedstawicieli obu komitetów, a w czwartek sądecka delegatura PKW złożyła oficjalne zawiadomienia do prokuratury.
Dyrektor sądeckiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Nowym Sączu Maria Zięba informuje, że znalezienie sfałszowanych podpisów nie spowoduje odmowy rejestracji listy Prawicy ani Grzegorza Dobosza, jako kandydata do senatu.
- Ustawowy obowiązek, co do ilości podpisów został zrealizowany – mówi M. Zięba. - Na listach poparcia dla Grzegorza Dobosza było ponad cztery tysiące podpisów (potrzeba 2 tys. - red.) natomiast na listach prawicy ponad 5 tysięcy (potrzeba dokładnie 5 tys. - red.), więc tutaj nie ma podstaw do wycofania list.
Przedstawiciele obu komitetów zapewniają, że ze spokojem przyjęli zapowiedź skierowania zawiadomień do prokuratury. Dla nich najważniejsze jest, że liczba zakwestionowanych podpisów nie przeszkodziła w rejestracji kandydatów. Sam Grzegorz Dobosz wyklucza, że ktoś świadomie fałszował dane na jego listach.
– Nie ma informacji, że na moich listach poparcia są sfałszowane podpisy, że ktoś je podrabiał – mówi sam Grzegorz Dobosz. – Sam nigdy nie podrabiałem podpisów na liście i wierzę w to, że także nikt z tych, którzy zbierali podpisy, także ich nie podrabiał.
Przedstawiciel KWW Prawica Krzysztof Hollender deklaruje, że udzieli prokuraturze wszelkiej możliwej pomocy w ustaleniu sprawcy fałszerstwa.
– To jest jedna lista z Marcinkowic, na której jest 11 zakwestionowanych podpisów – mówi. – Ktoś zrobił nam świństwo i tyle. Po prostu brak mi słów.
Odpowiedzialność za fałszowanie danych na listach poparcia dla kandydatów spada nie na pełnomocników, tylko na konkretne osoby, które zbierały podpisy. Za tego typu przestępstwo grozi kara grzywny lub ograniczenie wolności od 3 miesięcy do 3 lat.
Sławomir Wrona
Dodaj komentarz